piątek, 4 marca 2011

;))

Te tragiczne dni oczekiwania. Dostanę? Pojadę? Na te pytania nie znałam odpowiedzi. Myślałam, że zostanę w domu, sama a oni sobie tam pojadą. To było straszne. Wszyscy mi powtarzali 'nie łudź się, to się nie uda'. Jak ja miałam zachowywać spokój?! Wewnątrz mnie krążyły te myśli, dalej i dalej. Aż do dzisiaj.
Pewnie nie wiecie o co mi chodzi ? Tak więc, 2 tygodnie przed wyjazdem do Niemiec, dokładnie to 22.02 dowiedziałam się że na wymianę uczniów potrzebny jest paszport. W 2 tygodnie mi nie wyrobią! Co robić? Nie mogę zawieźć Niny i Oli ... Ale może się uda. To do mnie dalej nie docierało. Z podaniem może wyrobią w 8 dni. Wszędzie może.
Dyrektor podanie przyjął. Ale czy paszport będzie? Może, jeśli przyślą go z Warszawy. Ale czemu?
Czemu to ja?
Ja już nie myślałam. Nie wiedziałam co myśleć i o czym. Te dni to była katastrofa.

Jeszcze jak nic nie wiedziałam, dzisiaj, byłam jakoś dziwnie szczęśliwa. Może telepatycznie wiedziałam, że jednak się uda? że jednak tam pojadę? Nie wiem.
Na przystanku było tak ciepło, że chodziłam w to i we w to po chodniku. Cisza. Żaden samochód nie jedzie, te blaski słońca i wiatr. Czułam się niesamowicie.
Przyjechał mów autobus. Włączyłam mp4 i od razu padło na Avril "What the hell". No to słucham, jeden raz, drugi i dziesiąty. Z telefonem w ręku. Czekałam na wiadomość.
1 wiadomość! Może to ta od mamy z informacją?
Boję się.
Strach. Ból. Zaskoczenie i dalej strach.
Nie uspokoiłam się jednak bo zobaczyłam, że to Ola. "Co z paszportem?" 'Jeszcze nic' pomyślałam. odpisałam jej to samo.
Za 5 minut dzwoni telefon. Mama. O Boże. Odebrałam. Udało się. Mam paszport. Mam paszport. Jak to mam?

O mało co nie krzyknęłam na cały autobus. HURA!


Oh, pojadę tam. Pojadę do Wernigerode w niedzielę o 23;00.

To mój dzień, a co tam u Was??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz